Sesja fotograficzna ambasadora w plenerze, na przekór żywiołom.

Jest taka utopijna wizja produkcji fotograficznych, której efekty wyglądają jak gdyby powstały „same z siebie”. W idealnym świetle, przy bezwietrznej pogodzie, bez dystrakcji w drugim planie, kiedy wszystkie warunki sprzyjają, i wszystko idzie jak z płatka ;). I jest też prawdziwsza strona plenerowych produkcji fotograficznych, gdzie spora część projektu to „walka” z zewnętrznymi warunkami atmosferycznymi. Tak właśnie było podczas sesji fotograficznej w Ostrowii Mazowieckiej. Stacja paliw sieci Moya, wiosna, gdy pogoda nie mogła zdecydować się czy chce być przyjazna czy nie. O tym właśnie będzie ten post. O sesji która była prawdziwym ćwiczeniem z pokory wobec natury i triumfem techniki nad przypadkiem.

Każdy fotograf wie, że światło zastane to błogosławieństwo i przekleństwo w jednym. Gdy fotografujemy w plenerze, stajemy się zakładnikami chmur, godziny i kaprysu atmosfery. Tego dnia pogoda w Ostrowi Mazowieckiej serwowała nam wszystko naraz: ostre, bezlitosne słońce przebijające się przez chmury co kilkanaście minut, by za chwilę skryć się i zostawić scenę w płaskim, rozproszonym świetle popołudnia. Fotografowanie w takich warunkach przypomina grę w szachy z przeciwnikiem, który co rusz przestawia figury kiedy tylko odwrócisz wzrok. Do tego wiatr, który traktował każdą część sesji jako osobistą urazę i dawał temu wyraz ze szczególną intensywnością dokładnie w momencie, gdy wszystko inne było gotowe do zdjęć. W takich momentach liczy się przygotowany wcześniej harmonogram, storyboard, który mieliśmy pod ręką, pomoc asystenta wysłaniającego podmuchy wiatru flagami, oraz styliska w osobie Izy Kalinowskiej Grzelak, próbująca zapanować nad fryzurą Gosi Prus.

Na planie zdjęciowym korzystaliśmy ze sprzętu oświetleniowego marki Broncolor. To nie przypadek, że do sesji wymagających spójności ekspozycji w zmiennych warunkach sięga się właśnie po lampy tej klasy. Gdy za chmurę wchodziło słońce i kontrast znikał w mgnieniu oka, lampy podtrzymywały dramaturgię obrazu, dbały o to by twarz ambasadorki i lakier rajdowego Forda brzmiały jednakowo przekonująco. Jako fotograf doświadczony w plenerowych sesjach wymagających szybkich decyzji i pracy pod presją czasu i warunków, wiedziałem że w takich momentach improwizacja musi być być podparta wcześniej ułożonym planem sesji. Rozklejony na zapleczu stacji storyboard, pomagał oszacować o jakiej porze dnia przy dystrybutorach stacji, będzie pracowało się szybciej, kiedy trwający ruch samochodów będzie utrudniał pracę, w których lokacjach oraz o przy jakim świetle, spełnienie założeń sesji będzie możliwe.

Moya to sieć stacji paliw, która buduje swoją obecność w Polsce z rozmachem, który nie ogranicza się do dystrybutorów i kaw na wynos. Sesja z Gosią Prus, ambasadorką marki, rajdowym kierowcą to komunikat skierowany do kogoś, kto benzynę traktuje, nie jako przykry koszt eksploatacji, ale jako element tożsamości. Ktoś dla kogo stacja to przystanek między jednym a drugim celem, a nie koniec drogi.

Fotografia i koncept kreatywny: Antoni Łoskot
Asystent i retusz: Bartek Klus
Makijaż i stylizacja: Iza Kalinowska-Grzelak
Produkcja: dla Anwim – sieci stacji paliw Moya
Realizacja na systemie Canon EOS R5, RF15-35L; RF50L; RF70-200L, 3 x Brocnolor Siros
Backstage:





