BLOG

Jak fotografowałem Budimex?

maj 13, 2026

240.
Istnieje pewien gatunek fotograficznego zlecenia, który, zanim jeszcze zdąży się zrealizować wymaga od wykonawcy czegoś na kształt medytacji. Nie tej modnej, aplikacyjnej, gdzie przez czternaście minut wdychasz spokój przez lewy nozdrz, lecz medytacji w starym, benedyktyńskim sensie: skupienia nad zadaniem, które jest rozległe, logistycznie karkołomne i przy odpowiednim nastawieniu cudownie absorbujące. Takim zleceniem była dla mnie sesja portretowa kadry managerskiej Budimexu. Dwieście czterdzieści osób. Cztery dni zdjęciowe. Lobby biurowca przy Siedmiogrodzkiej w Warszawie jako studio fotograficzne. Pozwólcie, że się przez chwilę zatrzymam nad tą liczbą: 240

Portret korporacyjny, czyli dyscyplina i jej uroki
Fotografowanie portretów biznesowych dla dużej korporacji to przedsięwzięcie, które przypomina mi z całym szacunkiem dla obu profesji, pracę sprawnego lekarza na dyżurze: kolejni pacjenci, każdy inny, każdy z własną historią wypisaną na twarzy, a ty musisz w ciągu kilku minut zdobyć ich zaufanie, zdiagnozować co mają do zaoferowania, i uwiecznić to w kadrze, który będzie im towarzyszył na Linkedinie, wizytówce, stronie „O nas” i w prezentacjach przez najbliższe kilka lat. Czterdzieści do sześćdziesięciu osób dziennie. Dwa światła Broncolor. Jeden plan zdjęciowy. Podstawowy wizaż. Żadnych zbędnych ozdobników. To jest właśnie to, co w fotografii portretowej dla biznesu cenię najbardziej: redukcja do istoty. Korporacyjna sesja portretowa nie jest miejscem na eksperymenty formalne ani na demonstrowanie warsztatowej ekwilibrystyki, jest miejscem gdzie liczy się jedno: żeby człowiek na zdjęciu wyglądał jak najlepsza wersja siebie. Przystępna, ale poważna. Ciepła, ale profesjonalna. Taka, której można zaufać.

Lobby jako studio, albo o pokorze wobec przestrzeni zastanych
Nie zawsze pracuje się w warunkach idealnych. Właściwie nigdy nie pracuje się w warunkach idealnych, bo warunki idealne istnieją wyłącznie w katalogach sprzętu fotograficznego i w snach fotografów po szczególnie udanych zleceniach. W przypadku Budimexu sceną dla naszej sesji stało się lobby wejściowe biurowca, przestrzeń o swoistej architektonicznej osobowości, z własnym oświetleniem, własnym rytmem (windami, recepcjonistkami, kurierami przemierzającymi kadr w momentach, gdy akurat nie powinni) i własnym charakterem, który trzeba było oswoić, nie przezwyciężyć. Dwa światła szwajcarskiej marki Broncolor wystarczyły. Przeważnie wystarczają, jeśli się wie, jak je ustawić. Reflektor para, formujący halację światła do trójwymiarowego parabolicznego stożka. Sesja odbyła się w lutym 2026 roku i trwała cztery dni. Cztery dni, w trakcie których przez mój plan zdjęciowy przewinęło się 240 osób. Niczym przez dobrze naoliwioną maszynę produkcyjną z ludzką twarzą, stodwadzieścia procent ułożonego wcześniej harmonogramu (osób początkowo miało być 200, ale udało się tę liczbę zwiększyć do 240 w trakcie trwania projektu). Budimex buduje mosty, drogi, stadiony i centra logistyczne; ja przez cztery dni budowałem wizerunek ludzi, którzy tym wszystkim zarządzają.

Dlaczego firmowe zdjęcia portretowe mają znaczenie (i dlaczego złe mają go jeszcze więcej)
Kiedy mówię znajomym spoza branży, że zajmuję się profesjonalnymi sesjami portretowymi dla firm, często widzę na ich twarzach minę uprzejmego niezrozumienia. Przecież każdy ma telefon. Przecież można zrobić zdjęcie w biurze. Przecież wystarczy dobra klatka z telekonferencji.
Tak, można. I zazwyczaj widać to od razu. Zdjęcie profilowe członka zarządu to nie jest detal. To jest wizytówka, pierwsze wrażenie, sygnał wysłany do klientów, partnerów biznesowych i potencjalnych pracowników, zanim jeszcze ktokolwiek przeczyta choć jedno słowo jego biogramu. Portret wykonany przez fotografa, który rozumie światło, kompozycję i co ważniejsze ludzi, różni się od selfie z korytarza mniej więcej tak, jak garnitur szyty na miarę różni się od marynarki kupionej na promocji w markecie. Obydwa są marynarkami. Tylko jeden z nich mówi to, co powinien. Sesja portretowa dla kadry managerskiej to inwestycja w spójność wizualną marki. To sygnał, że firma traktuje swoich ludzi i siebie poważnie. Że dba o detale. Że rozumie, iż za każdym logo stoi człowiek, i warto, żeby ten człowiek wyglądał tak, jak na to zasługuje.

Trzydzieści kilka portretów, jeden projekt, zero złośliwości
Rezultat czterech dni pracy można obejrzeć w moim portfolio, do którego odsyłam z całą skromnością kogoś, kto uważa, że efekty mówią same za siebie lepiej niż jakakolwiek autoreklama. Trzydzieści kilka portretów opublikowanych na stronie to oczywiście zaledwie próbka — reszta trafiła tam, gdzie powinna: na strony internetowe, do prezentacji, na LinkedIn, w materiały employer brandingowe Budimexu. Każda z tych fotografii jest, jak to lubię myśleć, małą umową między mną a osobą po drugiej stronie obiektywu: ja robię wszystko, żebyś wyglądał dokładnie tak, jak chcesz być postrzegany, ty przez te kilka minut sesji pozwalasz mi to uchwycić. Kiedy ta umowa działa, a przy Budimeksie działała regularnie, wychodzą z niej portrety, których jestem przekonany, żaden z uczestników nie musiał chować głęboko w folderze „do przemyślenia”.

Rada praktyczna, dla tych, którzy dotarli do końca
Jeśli zarządzasz firmą, działem HR, komunikacją korporacyjną lub employer brandingiem i właśnie zdałeś sobie sprawę, że zdjęcia profilowe waszej kadry pochodzą z epoki, w której smartfony jeszcze nie robiły portretów w trybie portretowym albo, co gorsza, że każda z tych fotografii ma inne tło, inne oświetlenie i różni się od pozostałych jak przypadkowa kolekcja zdjęć z wesela zapraszam do kontaktu. Realizuję grupowe i indywidualne sesje portretowe dla biznesu w Warszawie i w całej Polsce. Przychodzę z własnym sprzętem, własnym planem zdjęciowym i własną cierpliwością, która jak udowodniły cztery dni w Budimeksie, jest praktycznie nieograniczona.

Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Post Type Selectors

Najnowsze wpisy

Archiwa

Skontaktuj się